Piotr A. Maciążek
Wicepremier i minister spraw wewnętrznych Republiki Serbskiej Ivica Daczić stwierdził na łamach gazety „Novosti”:
„Żeby nikomu nie przyszło do głowy zaproponowanie Rosjanom wybudowania tutaj [w Serbii] baz wojskowych, UE i Ameryka muszą prowadzić wobec nas politykę wolną od uprzedzeń”.
Kontekst tej wypowiedzi jest bardzo ciekawy. Nie jest tajemnicą, że Belgrad rozważa przystąpienie do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, zwanym potocznie rosyjskim NATO. Debata na ten temat rozgorzała po wizycie Władimira Putina w tym kraju w pierwszej połowie 2011 roku.
JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU?
Także kosowscy Serbowie starali się swego czasu o obywatelstwo federalne i „wzięcie ich pod opiekę” przez Moskwę. Zresztą nieoficjalnie to właśnie casus Kosowa był prawną podkładką kremlowskiej interwencji w Gruzji podczas tzw. „Wojny Pięciodniowej”.
Rosja to tradycyjny sojusznik Serbii (jeszcze z XIX wieku), starający się nadal wpływać na wydarzenia w tym kraju. Belgrad może być przydatny nie tylko ze względu na położenie geopolityczne lub geoekonomiczne, ale także z powodu blokowania postępów instytucji zachodnich. O ile interwencja w Gruzji oznaczała zahamowanie postępów NATO w regionie postsowieckim, o tyle pozostająca poza UE Serbia może poszerzać „pas niestabilności” stanowiący jeden z filarów polityki zagranicznej FR.
Kontakt z autorem: piotrmaciazek@politykawschodnia.pl




